TECH – to lubię!

Niezależny blog o technologii – dowiecie się tutaj co lubię, a co mi się nie podoba. A czy Wam to przypadnie do gustu? Cóż… to mój blog, więc mało mnie to interesuje :)

Sprzęt

Samsung Galaxy Watch 46 mm – „ochy” są, ale brak „achów”

Szukałem i szukałem… Chciałem kupić sobie jakiś ładny zegarek… Fossil, Tissot, Citizen, Orient… ehhh… wszystko ładne, ale co mi sprawi frajdę? Zwłaszcza, że ten zegarek kupowałem sobie w nagrodę za „grzeczny” rok 2018, więc miał trafić pod choinkę. No i tak skończyło się na smartzegarku. Miałem wcześniej Sony Smartwatcha 2 i Mi Banda 1, a potem 3, i to, co ceniłem sobie w nich najbardziej, to… czas pracy na baterii. Serio, zaczynam myśleć, że bateria to jeden z najważniejszych wyznaczników efektywności wszystkich mobilnych urządzeń. I jestem tu w stanie pójść na pewien kompromis – jeśli chociaż nie działa wystarczająco długo, to niech chociaż szybko się ładuje. Ale jednak czas pracy ponad wszystko! I tak mijały kolejne minuty, godziny na YouTube, czy wertowaniu recenzji na „internetach”, a ostatecznie na pierwszy plan wysunął się tytułowy zegarek Samsunga.

Najpierw trochę o zaletach. Ten zegarek jest przede wszystkim… ładny. Tak, wiem, kwestia gustu, ale ze wszystkich smartwatchy dostępnych na rynku, to właśnie ten przypadł mi najbardziej do gustu. Zwłaszcza w połączeniu ze świetnymi, domyślnymi tarczami. Srebro i czerń pięknie ze sobą współgrają, chociaż przy wyborze pasków/bransolet dają pewne ograniczenia.

Zegarek pracuje na systemie Tizen i świetnie dogaduje się z Androidem – bez problemu możemy obsługiwać powiadomienia z wybranych aplikacji, a instalacja nowych tarcz i aplikacji z Galaxy Apps nie nastręcza żadnych trudności. Całość działa też bardzo płynnie, a jedyne spowolnienia, jakie odnotowałem, pojawiają się podczas startu urządzenia i próby szybkiego skorzystania z wybranych funkcji. Później nie ma już żadnych problemów, a całość śmiga aż miło 🙂 Jest też barometr, który raczej jest „wirtualny”, bo do pomiaru wysokości i ciśnienia potrzeba połączenia z Internetem, ale sam puls mierzony jest już całkiem dokładnie (bazując na moich doświadczeniach z Mi Bandem – bardzo podobne wartości – wiem, słaby wyznacznik, ale tylko taki mam).

Tak zwany „bezel”, czyli obrotowa tarcza jest według mnie największym plusem tego zegarka. Do większości czynności nie trzeba nawet dotykać ekranu, choć taka potrzeba pojawi się już przy zatwierdzeniu/wyborze konkretnej opcji. Ale sam fakt, że nie trzeba gestami przeskakiwać między ekranami, a wystarczy obrócić „bezel” jest naprawdę, bardzo, bardzo wygodne. I nie znajdziemy tego w żadnej innej konstrukcji – zapewne Sammy ma patent.

Inną ważną funkcją jest pełna obsługa połączeń głosowych. Na przykład w Sony Smartwatch 2 otrzymywałem tylko powiadomienie o przychodzących połączeniu (zresztą połączone z bardzo irytującą wibracją), natomiast tutaj, nie tylko widzę, kto dzwoni, ale mogę również odebrać połączenie. Jeszcze nie słyszałem, żeby moi rozmówcy narzekali na jakość połączenia, więc w samochodzie zegarek już wyparł mój zestaw głośnomówiący 🙂

Odnośnie funkcji sportowych, zliczanie kroków działa raczej poprawnie (to zawsze trzeba traktować z pewnym przymrużeniem oka), ale z liczeniem pokonanych pięter na pewno jest coś nie tak, co zresztą potwierdzają recenzje youtuberów. Ale… nadal… doesn’t matter, bo już podczas używania poprzedniego zegarka, czy opaski, przekonałem się, że najważniejsza jest właściwa obsługa… powiadomień. I z tymi nie miałem żadnych problemów – wibracje nie są tak nachalne, jak choćby w SW2, a i dostęp do nich jest błyskawiczny.

Kolejne plusy – nawigacja Here i odtwarzanie dźwięku/pilot. Ponieważ zegarek ma wbudowanego GPS’a, po wgraniu aplikacji Here i ściągnięciu mapy Polski (polecam połączenie z WiFi), mamy zawsze pod ręką (czy raczej, na ręce) awaryjną nawigację. A jeśli chodzi o audio, jakość przesyłanego po bluetooth dźwięku jest bardzo dobra, więc można śmiało wykorzystać wbudowaną pamięć, przesyłając swoje ulubione empetrójki do pamięci i później korzystać tylko z zegarka do odtwarzania. Oczywiście, nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby zegarkiem sterować odtwarzaniem muzyki ze smartfonu. Teoretycznie można też połączyć się ze Spotify, ale tak mnie irytowała ta aplikacja, że wyleciała po dwóch dniach – głównie za to, że losowo przez głośnik zegarka zaczynała odtwarzać muzykę w najmniej spodziewanych momentach…

Niestety, sam system niesie ze sobą też pewne ograniczenia. Wear OS zapewnia zdecydowanie więcej aplikacji, co odczujemy przy pierwszej próbie synchronizacji naszych danych sportowych. Otóż tutaj tak naprawdę mamy Samsung Health i nic więcej. Jest jakaś pseudo synchronizacja ze Stravą, ale u mnie albo nie działa, albo nie wiem na jakiej zasadzie ma działać… Jeśli więc macie bogatą historię w Endomondo, którą chcielibyście kontynuować, tutaj… yhm… nie ma takiej możliwości, a przynajmniej ja na ten moment nie znalazłem sensownego obejścia (bo w standardzie na pewno go nie ma).

Innym minusem jest niestety szybko rysująca się koperta zegarka. Mam wrażenie, że rysuje się od patrzenia. Owszem, nie są to jakieś znaczące „szkody”, i pewnie nikt postronny nawet ich nie zauważy. Problem tylko w tym, że ja wiem, że one tam są… I już sam ten fakt mnie irytuje…

Przy okazji, swoje paski i bransolety zamówiłem u „majfrjendów” z Aliexpress, ale polecam to rozwiązanie, bo nawet z dopłatą do szybszej przesyłki (ok. 7 zł…) za 7 kolorowych pasków, srebrną i grafitową bransoletkę, Janusze na Allegro zawołaliby przynajmniej dwukrotną wartość mojego zakupu – u mnie wyszło 130 zł, a na przesyłkę czekałem 2 tygodnie.

Aaaa, jakbyście się zastanawiali, dlaczego na moim zegarku jest jeszcze fabryczna folia, to wynika tylko z tego, że do tej pory nie jestem w stanie zdecydować, czy zegarek pozostanie ze mną na dłużej 🙂

Leave a Reply