TECH – to lubię!

Niezależny blog o technologii – dowiecie się tutaj co lubię, a co mi się nie podoba. A czy Wam to przypadnie do gustu? Cóż… to mój blog, więc mało mnie to interesuje :)

Sprzęt

Kia Cee’d, czyli mój nowy gadżet

Trochę wsiąknąłem pod ziemię, ale wynikało to z dość nagłej potrzeby. Otóż mój dość wysłużony Opel Zafira B stał się bardzo rozrywkowym autem. Można powiedzieć, że każda podróż nim dostarcza nowych wrażeń. A to gaśnięcie silnika, a to wspomaganie kierownicy wyłącza się na chwilę, a to utrata mocy i „serwis”. Nie byłem jednak głodny kolejnych wrażeń, więc zapadła decyzja o zakupie nowszego auta (nie, nie nowego :)). Wiązało się to z koniecznością odświeżenia wiedzy motoryzacyjnej, postawieniu paru warunków i poświęcenia całej masy wolnego czasu na łowienie nowych ofert. Ale chyba było warto 🙂

Doświadczenia z silnikami „dizlowymi” mam, niestety, bardzo negatywne, więc pierwszym warunkiem był silnik każdy, tylko nie „olejowy”. Dalej, chciałem żeby był nie starszy niż 3, max 4 lata, i przebieg nie przekraczał 75 tys. km. A, podstawowy warunek, auto musiało pochodzić z polskiej dystrybucji, a jego przebieg i historia musiały być w pełni udokumentowane. Okazało się, że znalezienie takiego pojazdu może być nie lada wyzwaniem. Podszedłem do tematu, jak do smartfonów – czytałem recenzje, opinie, oglądałem mnóstwo filmów. Powoli krąg interesujących mnie modeli zawężał się.

Co ciekawe, jeden warunek, w dodatku dla mnie niemal krytyczny („tylko nie diesel!”), też zniwelowałem i poszedłem właśnie w stronę „ropniaka”. Ale wynika to tylko z tego, że akurat ta jednostka (1.6 CRDI 110KM) nie ma koła dwumasowego i paska rozrządu. A turbo i DPF? No niestety, doczekaliśmy takich czasów, że i benzyniaki dostają je w spadku – ekologia ponad wszystko 🙂 Stwierdziłem więc, że nie będę ryzykował dłuższego dystansu z niepewnymi, nowoczesnymi benzyniakami i postawię na sprawdzone rozwiązania, które dodatkowo mają zaoferować mniejsze spalanie. Przy okazji, podszkoliłem się w kwestii zakazu wjazdów samochodów z silnikami na ON do niektórych niemieckich miast na wypadek, gdyby kiedyś takie ograniczenia pojawiły się i u nas – owszem, są, ale tylko dla samochodów, które nie spełniają normy Euro 6, czyli nie dla wszystkich 🙂

„Po długich i ciężkich” wybór padł na Kia Ceed po lifcie z 2015 roku. Zakupiony w salonie KIA, jako używany, a tak naprawdę odkupiony wcześniej od banku. Jest natomiast pełna historia i obowiązująca jeszcze 3 lata gwarancja producenta. I w sumie to mnie przekonało do zakupu, bo dzień wcześniej oglądałem ten sam model, tylko biały, a trochę tańszy z uwagi na brak gwarancji. Ja wolę jednak mieć „święty spokój” – powiedziałem i dopłaciłem 1,5 tys… Potraktujmy to jak producenckie AC.

Szczerze mówiąc, pierwszy raz miałem coś takiego, że wsiadłem i… zakochałem się 🙂 Wszystko czytelne, pełen komfort, wizualnie super. Nawet spalanie jest na bardzo przyzwoitym poziomie, bo wracając autostradą z salonu, przy średniej prędkości ok. 180 km/h (no przecież jazda to też rozrywka :)), miałem wynik ok. 8l/100km. Zafira połknęłaby jakieś dwa razy tyle, chociaż pewnie nie dotoczyłaby się do domu… Przy spokojnej jeździe wychodzi ok. 5.5l/100, więc też bardzo „fair”. Tylko to są dane z komputera, a trzeba jeszcze sprawdzić, jak się mają do danych „zatankowanych”.

I już po zakupie, testuję nowe opcje rejestracyjne i ubezpieczeniowe. Dzisiaj wykupiłem ubezpieczenie przez Yanosika, który na start dawał ok. 100 zł niższe OC niż konkurencja. Współpracuje z ERGO Hestia, które dobrze wspominam sprzed kilku lat, więc tym bardziej mnie przekonał do siebie. Najciekawsza jest jednak opcja płatności – jeśli ubezpieczenie kosztuje powyżej 600 zł można je rozłożyć na 12 rat. Co miesiąc będzie pobierana odpowiednia kwota z karty i wcale nie oznacza to wyższych kosztów całego ubezpieczenia. Wręcz przeciwnie – płatność jednorazowa jest wyższa niż miesięczny „abonament”. I na ten moment nie widzę lepszej opcji ubezpieczenia.

Teraz pora na przerejestrowanie. Okazuje się, że jest już możliwość elektronicznego rejestrowania pojazdów – witamy w XXI wieku! Niestety, jest tak karkołomna, że zdecydowanie lepiej po prostu przejść się do urzędu… Trzeba załączyć skany dowodu, karty pojazdu, faktury/umów, a nawet zdjęcia tablic rejestracyjnych. Oczywiście, zapomniałem dodać tych ostatnich, więc ciekaw jestem statusu weryfikacji – wczoraj złożony wniosek dzisiaj otrzymał status „przyjęty” i nie znam dalszych jego losów. Nawet w Sieci ciężko znaleźć precyzyjne poradniki, bo chyba każdy woli udać się do Urzędu niż przejść tę procedurę, ale cóż.. walczę… Jeszcze jedno, płatność za dokumenty i tablice może być dokonana na jednym z kroków wypełniania wniosku rejestracyjnego, więc nie musicie – tak jak ja – szukać, ile w danym Urzędzie należy zapłacić za przerejestrowanie, a co gorsza – na jakie konto przelać pieniądze. Te informacje są tak zakamuflowane, że chyba tylko rasowy handlarz ma je zawsze na podorędziu…

Wracając jeszcze na chwilę do samego auta, nie mówię, że KIA Cee’d jest idealna, bo nie jest, bo takich aut nie ma. Ale jeśli mogę coś doradzić, to tylko to, żeby szukać, umawiać się na jazdy, sprawdzać, bo auto – żeby przynosiło frajdę – musi mieć to coś 🙂

1 KOMENTARZ

Leave a Reply