TECH – to lubię!

Niezależny blog o technologii – dowiecie się tutaj co lubię, a co mi się nie podoba. A czy Wam to przypadnie do gustu? Cóż… to mój blog, więc mało mnie to interesuje :)

Różne

Asystent Google – skąd ten cały hype?

I o to wchodzi on, wyczekiwany, świetny asystent, który odmieni życie tysięcy Polaków… Ano właśnie, że nie, bo większość nawet go nie zauważy, część zapomni o nim po pierwszym „sucharku” czy właściwie ustawionym minutniku, a na końcu zostanie garstka zapaleńców, dla których czas pracy na baterii jest mniej ważny niż fakt obcowania z wirtualnym asystentem.

Ja rozumiem, że to wielkie wydarzenie, bo to w końcu pierwszy asystent, który zaczyna mówić w naszym ojczystym języku (i słowo „zaczyna” zostało tu celowo użyte). Sam zresztą mam głośnik Google, ale ten jeszcze na polskie wsparcie musi poczekać. Skąd więc bierze się to moje pesymistyczne podejście? Ano stąd, że „po drugiej stronie lustra” stoją realia: brak pełnego wsparcia wszystkich komend i krótszy czas pracy na baterii. I wydawać by się mogło, że to „nic”, ale brak zrozumienia niektórych komend, szybko może wprowadzić rozgoryczenie, bo kolejne próby spełzną na niczym, a sam użytkownik na pamięć musi wykuć formułki, które po „Ok, Google” dadzą jakiś efekt. Druga sprawa, to bateria – nikt nie dał jednoznacznych wyników, bo laboratoryjne warunki trudno uzyskać w tych czasach, ale nawet na logikę – jeśli asystent aktywny jest nawet na ekranie blokady, to znaczy, że mikrofon jest stale włączony, więc w jakimś sensie musi się to odbijać na baterii. Stąd uważam, że lepszym rozwiązaniem jest głośnik Google (choć tutaj znowu trzeba liczyć się z wyższym rachunkiem za prąd).

Oczywiście, są też plusy. Nie można jednak nie doceniać tego rozwiązania, będąc kierowcą. Bez patrzenia na ekran smartfonu możemy podyktować SMS-a, wykonać połączenie czy wytyczyć trasę. Nie mając prawnej możliwości korzystania z telefonu, takie rozwiązanie jest jak znalazł. Zegarki z Android Wear też dostały nowe oręże do walki z konkurencją, bo zdecydowanie łatwiej wykonać wiele operacji wymagających uporczywego szukania i klikania. A w domu? Minutnik i Chromecast – tak, wiem, mam małe potrzeby 🙂

Asystent Google jest z pewnością ciekawym rozwiązaniem, które jednak wymaga jeszcze wiele pracy. Jak czytam nagłówki artykułów w stylu „jak asystent Google może zmienić Twoje życie” to moje palce automatycznie układają się na Ctrl+W (żeby zamknąć kartę przeglądarki). W obecnej postaci Asystent potrafi naprawdę niewiele więcej niż to, co mieliśmy w Google Now, a nikt nie czekał na niego z wypiekami na twarzy. A teraz jest asystent, no to Ok! Ok, Google! Ale czekam na więcej.


Leave a Reply