TECH – to lubię!

Niezależny blog o technologii – dowiecie się tutaj co lubię, a co mi się nie podoba. A czy Wam to przypadnie do gustu? Cóż… to mój blog, więc mało mnie to interesuje :)

News

Android Q – daję mu drugą szansę

Jako posiadacz Google Pixela 2XL mam tę przyjemność możliwości instalacji bety nadchodzącej wersji Androida Q bez zbędnych ceregieli. Zresztą, już raz to zrobiłem, na samym początku, ale aplikacje, których używam zrewidowały moje aspiracje i szybko wróciłem do poprzedniej wersji. Teraz jednak Google I/O znowu mnie podkusiło do aktualizacji. I znowu wszedłem do tej samej rzeki, chociaż częściowo nadal w niej brodzę…

Pierwsza beta Androida Q nie była zła, wręcz powiedziałbym, że była zaskakująco stabilna. Nie przynosiła za wiele „ekstrasów”, ale już kolejna literka w oznaczeniu systemowym dodawała +5 do przyjemności używania. Problem jednak w tym, że Tasker przestał uruchamiać hot spot WiFi, gdy połączyłem się przez bluetooth z samochodem (a to dawało mi kilka dodatkowych funkcji sieciowych), a w dodatku Yanosik zaprzestał pracy w tle. Pewnie by się znalazło jeszcze kilka ciekawostek, ale dotyczyły one głównie aplikacji, bo sam system „śmigał”. Mimo wszystko, te niedogodności wystarczająco zmotywowały mnie do powrotu (z wymuszonym czyszczeniem pamięci włącznie :().

Dzisiaj z trzecią betą Tasker nie ma już problemów (nie wiem czy Google dostosował się do żali użytkowników, czy producent oprogramowania znalazł jakieś obejście nowych ograniczeń), a Yanosika nie miałem jeszcze okazji testować. Pojawił się natomiast problem z aplikacją mObywatel – wiem, kluczowa aplikacja w każdym smartfonie… Ale odkąd została uzbrojona w mPojazd, czyli możliwość dostępu do danych z dowodów rejestracyjnych i ubezpieczeń online, nabrała dla mnie sensu użytkowego. I cóż, program nie może zweryfikować IMEI urządzenia, a przez to i nie można się zalogować. Oczywiście, wylałem swoje niezadowolenie w opinii sklepowej, od razu zaznaczając, że wiem, że to nie wina samej aplikacji, ale tylko jedną gwiazdką mogłem zmotywować do przeczytania opinii. I swój cel osiągnąłem, bo producent odpisał „ok, dostaliśmy za twórcę Androida”, no ale cóż, taki life.

Z innych ciekawostek na uwagę zasługuje nowa obsługa gestami, która przypomina już mocno filozofię Apple. Przeciągamy od dołu – wracamy do ekranu głównego lub – po dłuższym przytrzymaniu palca – do listy ostatnio uruchomionych aplikacji, natomiast przesunięcie od lewej lub prawej krawędzi ekranu daje efekt „wstecz”. I z jednej strony to dobry ruch, ale z drugiej brakuje jakiejkolwiek opcji zmiany, a ja z miejsca wyłączyłbym lewą krawędź ekranu. Ta dawała mi przecież dostęp do menu niektórych aplikacji (z Google Play włącznie), a teraz muszę celować w 3-kreskową ikonę „hamburgera”. I to jedyna niedogodność, bo sam mechanizm działa bez zarzutu.

Poza tym, w porównaniu do poprzedniej wersji, mi, jako zwykłemu użytkownikowi, Android Q nie daje nic ponadto, czego doświadczyłem już wcześniej. Owszem, nadal można uruchomić „bąbelkowe powiadomienia„, ale nie zaliczam się do ich fanów, a inne ficzery? Po rozwinięciu paska powiadomień, obok baterii pojawia się informacja, do której godziny wytrzyma jeszcze nasz telefon – mała rzecz, a cieszy. Jest jeszcze trochę tematów związanych z prywatnością, ale tu i tak nie oszukuję się… A inne? Nie wiem, ja ich nie widzę, ale pozostanę przy tej wersji licząc na ciekawsze nowości.

Leave a Reply